środa, 4 lutego 2015

Od Faust 'a ( CD. Richarda )

Przechyliłem głowę niebezpiecznie tracąc równowagę i przechylając się w stronę Richa, w porę jednak się podparłem dłonią i odsunąłem jakby nigdy nic.
Spojrzałem na niego odruchowo czy przypadkiem nic nie zauważył, był jednak zbyt zaabsorbowany wyłączaniem telefonu.
- Przecież ona się po prostu tylko martwiła. - Stwierdziłem przeciągając się, trochę się zasiedziałem. Richard patrzył się na to jak się prężę z zaciekawieniem, jednak zaraz potem przybrał wyraz twarzy odpowiedni do swojej wypowiedzi.
- Yeh, but... No wiesz, jest zbyt nadopiekuńcza. - Westchnął wpychając do pierwszej lepszej kieszeni komórkę i wyciągnął rękę by coś pomajstrować przy ustawieniach dźwięku filmu.
- Nie wiem. Zauważyłeś, żeby się mną ojciec w ogóle interesował? - Rich skrzywił się, ale ponownie spojrzał na mnie. Wiem, że przeszkadzałem mu w oglądaniu zapewne po raz setny jak ten zielony grubas ucieka przed smoczycą z tym zabawnym osłem i tak dalej... Przykro mi, ale to na pewno nie zniszczy mu seansu tym bardziej, że na pewno znał teść tej bajki na pamięć.
- Niezbyt... Ale pytał się o.. O szkołę, prawda? - Znów się zająknął przy tym słowie, to było zabawne, ale sama jego uwaga niezbyt prowokowała mnie do śmiechu.
- Tak, tak pyta się tylko o to i nic więcej... Później nawet nie dostanę za to, że opuściłem po raz kolejny budę, żadnego wykładu. Spije się tylko bardziej i tyle z niego będzie.
Stwierdziłem w końcu, że z mojego oglądania tych zielonych przygód będą nici, to też wstałem i szybko przemknąłem do drzwi pokoju.
- Chcesz coś? Jogurt albo...
- Malina nie żartuj sobie! Prawdziwy mężczyzna pije tylko wódkę ! - Usłyszałem widząc chwile później tego chlejusa uśmiechniętego na fotelu.
- Zamknij się! I nie jestem żadną Maliną! - Warknąłem idąc w stronę kuchni poczym z wściekłością zatrzasnąłem lodówkę z której wyjąłem dwa jogurty. O ironio, że były właśnie malinowe. Otworzyłem jeden i nasypałem do niego płatków kukurydzianych, wszystko by było jak zwykle w takich sytuacjach gdyby nie fakt, że tym razem zrobiłem coś z goła innego niż zwykle. Powiedziałem ojcu prosto w twarz, że jestem płci męskiej... Powiedziałem, że nie jestem Maliną.
Usłyszałem trzask szklanki stykającej się z podłogą. Nawet Rich wyszedł z mojego pokoju ignorując idącą dalej bajkę by sprawdzić co się stało.
Zamieszałem jogurt i wpakowałem sobie porcje do ust, słysząc ukochane przeze mnie chrupnięcie.
- Tato? - Spytałem gdy w końcu przełknąłem to czym się tak delektowałem. Trochę zmartwiło mnie cisza która zapadła w mieszkaniu tak nagle.
Richard też wyglądał na zdezorientowanego gdy podałem mu jogurt wraz z łyżeczką.
- Mam nadzieje, że też lubisz sobie po chrupać. - To mówiąc puściłem mu oczko i postąpiłem pare kroków w stronę ojca by usłyszeć jęk, jak u ranionego dzikiego zwierzęcia.
- Moja córeczka dorasta! - Zaryczał ojciec przecierając poczerwieniałe i podkrążone oczy.
- Cóż ja teraz zrobię?! - Lamentował dalej.
- Oh udław się staruchu! Teraz widzisz o co cały ten cyrk? Kolego? - Właśnie, Richard nazwał mnie kolegą. To było trochę dziwne, ale miłe... Choć też czułem dziwne uczucie, jakby to było za mało. Znaliśmy się chwile więc nie miałem pojęcia o co mi chodzi, to bez sensu.
- Well... Ale ta propozycja z wódką to aktualna? - Zgromiłem go wzrokiem, po raz drugi zakrztusiłem się tego dnia... Tym razem mało nie połknąłem łyżki.
- Dobra! Nie to nie! Sam to zjem! - Wybuchnąłem i zabrałem oba jogurty do swojego pokoju.
- Najwyżej Malinie w tyłek pójdzie ! - Warknąłem niemal trzaskając drzwiami.
- Co go ugryzło? - Usłyszałem jeszcze głos Richard'a stłumiony, odległością i zaporą jaką tworzyły zamknięte drzwi oraz moje zawzięte chrupanie.
- Jak to Malina! Nie lubię gdy w domu zbyt dużo mówi się o chlańsku.

Brzuch mnie skutecznie rozbolał po tym wszystkim, wstyd było się przyznać, ale naprawdę wyszedłem na głupka. Te kubełki były stanowczo zbyt dużymi porcjami.
Nie miałem jednak zamiaru tego przyznać przed tymi pajacami.
Wstałem ociężale z podłogi przed telewizorem... Menu bajki już od dawna majaczyło na jego ekranie powtarzając te samą serie slajdów zachęcającą do oglądania i muzyczką która chyba tej nocy będzie mnie prześladować.
- Żwirek kręci z muchomorkiem co? - Ziewnąłem wciskając lekko przycisk wyłącz na pilocie. W końcu przemogłem się by skierować kroki w stronę wyjścia, trzeba było przecież wyłączyć to nadające o jakimś meczu pudło u nich, bo nie trudno zgadnąć, że byli już do tego średnio zdolni.
Zgarnąłem więc przelotem z szafy pierwsze leprze slipy i koszulkę nocną, zdaje się niebieską, usianą w takie jakby pszczółki. I dziwnymi rozsianymi na różnych fragmentach materiału wyrazami dźwiękonaśladowczymi głoszącymi " Bzzz bzzz", jak mniemam chodziło o buczenie tych owadów. Pchnąłem lekko drzwi, ciszę w salonie przecinał tylko szum telewizora i paplanina jakiś przypadkowych komutatorów sportowych.
- Żyjecie? - Nie usłyszałem odpowiedzi, więc podszedłem bliżej. I tak bym musiał by wyłączyć telewizor. Nim jednak znalazłem pilot, mało nie wywinąłem koziołka na jednej z pustych butelek po wódce.
- Cudnie... - Westchnąłem podnosząc to z ziemi i z brzdękiem stawiając na stoliku do kawy. Usłyszałem jęk. Należał on do Richard'a który dziwnym sposobem leżał właśnie pod tym stolikiem.
- Oh... Goliacie? - Potrząsnąłem jego ramie, uniósł się lekko i spojrzał na mnie szklistymi oczami. Zmierzwiłem mu rozczochrane włosy po czym przyłożyłem dłoń do czoła. Był rozpalony.
- Malinkaa.. - Szepnął z uśmiechem próbując pogładzić mnie to policzku. Speszyłem się i momentalnie wstałem ciągnąc go nieudolnie za sobą na kanapę. Był zbyt ciężki, a i nie chciałem urazić mu ręki która wciąż tkwiła w bandażu.
- No spójrz na siebie... Co twoja ciotka powie. - Uśmiechnąłem się ironicznie gdy przewrócił się na drugi bok mamrocząc coś niezrozumiale.
Wyłączyłem w końcu telewizor i udałem się do łazienki. Mimo iż mieliśmy osobę względnie obcą w domu, nie przepuszczę okazji do umycia się. Nie potrafię nie, nie myć się codziennie. Golić nóg... I tak dalej.
Gdy wszedłem do łazienki natychmiast zacząłem zdejmować koszulkę, dopiero wtedy przypomniałem sobie o zapobiegawczym zamknięciu drzwi. I mam za swoje.
- Tato... Już ci mówiłem, że nie będziesz rzygał kiedy ja mam zamiar się myć... Ale dobra, tylko szybko. - Westchnąłem odkładające kluczyk na pralkę i ostatecznie wyzbywając się pozostałych ubrań wskoczyłem pod prysznic. Związałem włosy w kok.
Woda była przyjemnie ciepła, rozluźniało mnie to. Nagle jednak za osłoną wszczął się jakiś niespokojny ruch. Wejście do brodzika zostało rozsunięte.
W pierwszej chwili nie wiedziałem co zrobić... Krzyczeć? Może i tak, ale ja jedynie gwałtowniej zaczerpnąłem powietrza i nawet nie stawiałem większego oporu gdy Rich wleciał w ubraniu pod prysznic, zaraz przy mnie... Przynajmniej nie miał butów... Był w skarpetkach. Ale ja.. Przecież byłem zupełnie nagi.
Prawie się poślizgnąłem więc złapałem się go kurczowo, na co ten od razu zareagował łapiąc mnie w objęcia i... Coś co wciąż niezbyt chciało do mnie dotrzeć.... Pocałował mnie.
Przeszedł mnie miły dreszcz. Choć zduszony natychmiastowo posmakiem wódki w jego ustach i ogólnie zapachem.
- Rich? - Jęknąłem próbując spojrzeć mu w oczy.

                                                     Rysieeek? Ty zboczuchu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz