czwartek, 19 lutego 2015

Od Faust 'a ( CD. Richarda )

Przypatrywałem się mu z zaciekawieniem. Moje oczy skryte pod burzą pofalowanych włosów uważnie przypatrywały się każdemu ruchowi ręki, czy tym bardziej ust Richarda. Sam nie wiem skąd to nagłe zainteresowanie, ale jakoś niezbyt mi to przeszkadzało. Miałem jednak nadzieje, że jemu również.
- Coś się stało? - Spytał wyrywając mnie z zamyślenia.
Siedzieliśmy na kanapie, tato jeszcze nie wyszedł i latał po pokojach próbując na szybko skompletować zawartość swojej torby. To między innymi przez to sytuacja była trochę niezręczna.
I choć teraz akurat buszował u siebie w pokoju naciągając na siebie swoje czarne obcisłe dżinsy które niedawno zresztą mu podałem. Normalnie pewnie nawet nie przejął by się zbytnio wybierając się do pracy w bokserkach i przepoconej bluzce na ramiączkach. Ale o kwestii jego wyglądu dbał syn czy też jak woli córka.
- Cóż… - Gorączkowo szukałem jakiejś wymówki, czekałem na zesłany z nieba jęk ojca o to gdzie podział okulary które na pewno zdążył już założyć na nos. W ostatniej chwili, gdy już zadawał mi się Kończyc czas na przygotowanie mojej niesamowitej i mądrej odpowiedzi, zauważyłem dość istotny szczegół… No, szczegół to może nie bo było tego dość sporo, jak mogłem nie zauważyć braku opatrunku na twarzy Rich’a. Szwów i tak dalej…
- Widzisz dopiero teraz zauważyłem, że czegoś tu brak. - Mruknąłem nachylając się w jego stronę, lekko dotykając jego policzka. Nie odważyłem się jednak przejechać opuszkiem palca po początku jego szramy idącej przez oko.
- Chodzi o brak tych wszystkich wacików i bandaży ? - Zaśmiał się odsuwając natychmiast od siebie moją dłoń.
Usiadłem więc znów spokojnie, bliżej znacznie bliżej niego i lekko naciągnąłem koszulkę zakrywając mały odcinek gołej skóry na udach. Nie robiłem tego dlatego, że się wstydziłem, ale gdy martwiłem się, że zrobiłem coś nie tak jak trzeba zawsze musiałem coś tłamsić.
- Czy.. Czy to bardzo boli? - Spojrzałem na niego ukradkiem, zakładając niesforne kłaki za uchem i poprawiając przy okazji okulary.. Trochę zapaćkane przez parę której narobiłem krzątając się przy garach. W sumie głupiutki zapomniałem o zdjęciu ich z nosa zanim w ogóle zabrałem się do roboty.
Może to właśnie dlatego dopiero teraz zauważam to wszystko.
- Boli? Nie, nigdy jakoś szczególnie nie bolało. A zresztą co cię to obchodzi? - Spojrzałem na niego z uniesioną jedną brwią i ponownie dociskając szkła na do nosa. Naprawdę musiał się tak wygłupiać przy mnie? Nie mógł choć raz potraktować mnie poważnie? Może serio powinienem poinformować tatę co wydarzyło się tamtej nocki.
- Nie wygłupiaj się, to nie wygląda mi na Blizne po ranach które nie są warte uwagi… - Westchnąłem lekko muskając blizne. Skrzywiłem się nawet jeśli on zupełnie nie zareagował.
- Na pewno nie twojej uwagi. - Uciął krótko odchylając głowę do tyłu i gapiąc się w sufit.
- Słuchaj… - Zacząłem, ale przerwało mi nawoływanie ojca. Rich nawet nie drgnął tylko spojrzał na mnie wyczekująco. Zastanawiał się pewnie kiedy w koniu moje wścibskie oczy dadzą mu spokój.
Cóż… Trochę to bolało… Tak tylko troszkę. Pocierając nieśmiało ramiona ze spuszczoną głową, wstałem w końcu, idąc ku uciesze wszystkich do innego pokoju. Pomieszczenie było co prawda małe, ale swoją czystość zachowywało tylko i wyłącznie dzięki mnie, no i rzeczy oczywista był to pokoik taty.
- Widziałeś moje okulary? - Zupełnie jakbym tego nie przewidział wcześniej.
- Są na czubku twojej głowy. Chyba coraz gorzej widzisz tato, nie trzeba będzie zainwestować w coś lepszego? - Luźno postawiłem te propozycje choć i tak wiedziałem, że ją odrzuci. To też oczekując, że sprawa mojego pobytu tu, sądząc po nerwowym spojrzeniu ojca, się przedłuży. Oparłem się lekko o framugę drwi.
- Dobrze wiesz że nie mam na o czasu Malinko. Gdzie ja to… - Podszedłem do taty z lekkim rozbawieniem na ustach i dzierżąc w dłoni grzebyk kazałem mu się jednym gestem dłoni schylić, ale koniec końców i tak musiałem stanąć na palcach, spiąć tyłek. Do tego wszystkiego nie opuszczało mnie wrażenie, jakby mrowienie… ktoś mnie obserwował. To było zupełnie jak w galerii.
- Kiedy ty ostatnio się czesałeś co? - Spytałem by nie okazywać mojego zainteresowania, sprawą obserwatora mojego tyłka.
- Nie mam… - Pacnąłem tatę lekko grzebieniem w policzek.
- Masz go aż za dużo, ale go przepijasz i marnujesz na siedzenie przed telewizorem… aa tłuszczyk zalega. - Zachichotałem szczypiąc go w lekko już wystający brzuszek. Na co ten mi od pacnął.
- Starość nie radość Malinko, sama kiedyś wspomnisz moje słowa. - Mądrala się znalazł.
- Kobiety ci trzeba! Może w końcu jakiś porządna zadbała by o to byś otrzeźwiał. - Warknąłem poprawiając mu źle zapięte guziki w koszuli.
- Jasne, jasne… wmawiaj sobie tak dalej Malinko. Przyznaj, że tak naprawdę chciała byś mieć mamusie. - Z tym facetem po prostu nie dało się gadać. Jak grochem o ścianę! Malinka too, Malinka tamto… Żaden owoc!
W końcu wróciłem do salonu, stając przy stoliku i odprowadzając powoli ojca wzrokiem. Póki nie zniknął za drzwiami. Co za ulga… Jednak to uczucie bycia obserwowanym nadal. nie przestawało gdzieś majaczyć.
- Richard? - Obróciłem się zgrabnie, tak że lekko podwinęło mi koszulkę i gdy odwróciłem się do chłopaka, przyłapałem go na wganianiu się w moje stringi. Odchrząknąłem.
- Lubisz kakao? - Uśmiechnąłem się jakby nigdy nic, chociaż miałem ochotę jednocześnie zdzielić go w mordę jaki i skakać z radość.
- To jak? - Dopytywałem się podchodząc do niego coraz bliżej, aż w końcu się wręcz nachylając. Odgarniając włosy do tyłu z zarumienionych i ciepłych rumieńców, które kwitły na moich policzkach ilekroć się do niego zbliżałem.
- Kakao? - Powtórzył, przekrzywiając słodko głowę i krzywiąc się z zamyśleniu.
- Inaczej gorąca czekolada. Więc? - Zarumieniłem się jeszcze bardziej muskając jego nos paluszkiem.
- Mogę i lubić. - Mruknął, odwracając szybko spojrzenie w bok.
- Co znaczy mogę? - Ciągnąłem dalej czując dziwne gorąco gdy przysiadłem na jego kolanach.
- Jeśli ty mały je lubisz to ja też mogę. - Był jakiś spięty. Rozumiałem czemu i taki był mój cel… Tylko nie mam pojęcia czemu tak się na to uparłem.
-Wiesz, ja naprawdę nie jestem zły. - Zamruczałem, spoglądając na niego z pod ponownie zaparowanych okularów.
-Mówiłeś, ale ja wciąż niezbyt potrafię to zrozumieć.
- Czemuu? - Jęknąłem kręcąc się na nim nie spokojnie.

Rychuuuu? Cemuuu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz