czwartek, 12 lutego 2015

Od Faust 'a ( CD. Richarda )

Stanąłem wciąż lekko utykając przed szafą i rozsunąłem zamaszyście drzwi.
Szafa w moim pokoju zajmowała całą jedną ścianę. Była biała, ale przede wszystkim wielka, a co z tym się wiąże, także i pojemna. Schyliłem się więc z lekkim grymasem bólu do dolnej partii ciała, gdzie znajdowały się również białe plecione koszyki na bieliznę. Wydobyłem ze sporej kolekcji konkret który na te chwile mnie interesował. Stringi, męskie koronkowe stringi. Zapewne nikt by w to nie uwierzył, a jednak męskie. No bo skoro nikogo nie brzydzą w tej branży siatkowane gdzie penis, prezentuje się jak uciśnięty kawał pasztetowej. To czemu by i nie dodać temu trochę więcej taktu i wyobraźni by stworzyć właśnie majtki w tym stylu.
Mówiąc krócej... Tak to ja sam je zrobiłem.
Naciągnąłem je w końcu na tyłek, czując jak przyjemnie ciasno przywierają do mojego ciała. Był wczesny ranek, ojciec cały dzień miał spać przygotowując się do nocnej zmiany w pracy, co oznaczało zero picia, jego oko ma być czujne przez całą nockę! Wystarczyło więc tylko teraz na gołe ciało naciągnąć przydługawą bluzkę z pingwinem i związać włosy w kucyk.
Mogłem teraz siąść spokojnie... Syknąłem gdy tylko próbowałem tego dokonać, co spowodowało wyciśnięcie z moich ust głośnego i siarczystego wiązadła przekleństw.
Udało mi się jednak w końcu położyć na materacu, tylko co teraz.
Nie miałem pojęcia co robić. Był co prawda piątek i za około pięciu minut miał bym wychodzić do szkoły. Nie miałem jednak takowego zamiaru.
Była ledwie piąta, a ja nie byłem w stanie usnąć. Rozmyślałem o nim, o Richardzie.
O tym jak zwiał, zostawił mnie samego... O bólu który czułem wraz z narastającym podnieceniem. Przeszedł mnie ponownie dreszcz, po całym ciele, trzęsącą się dłonią sięgnąłem do własnego krocza. Przejechałem lekko palcami po materiale stingów, z moich ust natomiast dobył się jęk który stłumiłem dłonią. Cóż byłem w dotyku dość... Stwardniały i niezbyt miałem pojęcie co z tym czynić, a już na pewno czemu tak było.
Moja dłoń zabrnęła dalej, wsuwając się w majtki i stykając się z moim członkiem znów zaczęła go drażnić. Natychmiast to przerwałem czując niebezpieczne ciepło, ukryłem twarz w poduszce pochlipując i próbując się uspokoić. Cały czas o nim myślałem i nie miałem zamiaru przestać. Nie obchodziło mnie, że uciekł. Naprawdę, choć może powinno.
Nie miałem siły nawet wstać, ale musiałem... Jeśli chciałem zwinąć jeden czy dwie puszki piwa... Nigdy nie piłem więc to mogło by być ciekawe.
Sięgnąłem więc po napój i nim się obejrzałem byłem wstawiony, świat kręcił mi się przede mną oczyma, a ja czułem jak z oczu same płyną mi łzy. Nie sądziłem, że można dostać takiej huśtawki nastrojów będąc jedynie troszkę podpitym po paru łykach.
Nie byłem teraz w niczym lepszy od baby w ciąży.
Położyłem się, z tego wszystkiego czułem jak głowa mi niebezpiecznie ciężeje. Podkurczałem nóżki i zakrywając się kocem z głośnym pomrukiem zadowolenia zamknąłem oczy... Co prawda bałem się mojego snu, ale poczułem się naprawdę senny.
Zadrżałem lekko czując czyjeś spojrzenie na moim ciele. Nie chciałem jeszcze otwierać oczu, ale w tym wypadku było to raczej dość konieczne, tak też więc uczyniłem i wtedy omal nie spadłem z wygodnego legowiska na kanapie. Choć to nie mogło się też stać gdyż on będąc nade mną blokował mnie w swoich ramionach. On to znaczy Richard.
Uśmiechał się do mnie, był tu przy mnie i gładził czule po policzku. Z moich ust dobył się cichutki jęk, wtedy też Rich mnie bez ostrzeżenia pocałował. Czułem jak te głupie rumieńce palą mi twarz, a będąc dokładnym policzki. Usiłowałem się ruszyć by zmienić nieco pozycje i wtedy natrafiłem na jego krocze. Stęknął jeszcze w moich ustach, lekko się krzywiąc gdy podrażniłem naumyślnie tym razem i zresztą nie tylko jednym jedynym, jego twardniejąc uwięziony w ciasnych spodniach członek.
Warknął przyciskając mnie mocniej do materacu poczym pieszcząc moje drżące ciało począł schodzić coraz to bardzie w dół by unieść delikatnie moje biodra i we mnie prędko wejść.
Wrzasnąłem, oplatając go nogami z zachwytem i mrucząc oddałem się wciąż nieco bolesnej przyjemność.
Niestety był to tylko sen, a ja wybudzając się powoli nie znalazłem przy sobie Rycha, a jedynie ujrzałem moją dłoń ubrudzoną jakąś dziwną substancją i zaciśniętym w niej moim własnym przyrodzeniem. Syknąłem jak sparaliżowany gdy doszło w końcu do mnie to uczucie przyjemność i... Jakby ulgi.
Z westchnieniem podniosłem się z kanapy i pokierowałem w stronę łazienki opłukać dłonie pod ciepłą wodą, a i obmyć sobie twarz. Zdołowało mi się, że trochę się zdążyłem spocić dlatego dla zwykłej pewności ponownie sięgnąłem po dezodorant.
Gdy nagle po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk dzwonka do drzwi. Zdziwiłem się bo kto mógł przyjść o tej godzinie, zwykle nie miewaliśmy gości, a koledzy z pracy taty to na pewno nie byli. Wiedzieli przecież doskonale jaki dziś dzień i tym bardziej nie przynosili trunku aż do soboty. Gdy spojrzałem na zegar nie ukrywałem zdziwienia, było wczesne popołudnie, musiałem trochę długo przysnąć i niedługo trzeba będzie przygotować wałówkę do pracy ojcu. Gdy w stanie na pewno będzie głodny jak wilk.
Podszedłem w końcu do drzwi i stając na palcach zerknąłem przez judasza na złotą czuprynę Richarda. Serce zabiło mi mocniej. Jednak wrócił!
Z ledwością powstrzymałem się w ostatniej chwili przed odbezpieczeniem wszystkich zamków w drzwiach. Drżące ręce wtuliłem w pierś i oparłem się o drzwi.
- Czego chcesz? - Skrzywiłem się zabrzmiało to gorzej niż przewidziałem.
- Tak... To niestety ja... Nie oczekuje że mnie wpuścisz po tym wszystkim... - Co za kretyn, nawet nie wiesz jak trudno było mi się powstrzymać. - Chciałem przeprosić... Zaa .. No wiesz co. - Westchnąłem spoglądając po sobie. Tak bardzo chciałem go w puścić, ale czy to była odpowiednia decyzja.. Sam nie wiem.
- Nie martw się nie gniewam się. - Uśmiechnąłem się pocierając niezręcznie ramiona, choć on nie miał prawa tego widzieć.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz! - Warknął i dopiero po chwili zdał sobie sprawę ze swojego nieodpowiedniego tonu. - Przepraszam.
Niewytrzymałe i w końcu otworzyłem drzwi nie zwracając uwagi na swój ubiór.
- Przestań przepraszać kretynie! - Wrzasnąłem cały czerwony... Dopiero teraz przypominałem sobie o tym, że jestem troszkę podchmielony i tym oto nagłym ruchem wpadłem mu w ramiona z zawrotnej głowy.

Rychu? Widzem gwiazdki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz