wtorek, 10 lutego 2015

Od Jenny ( CD. Emilie ) : Cukiernia

- Pffffffffffffft, jasne że tak! Chodź. - prycham ze śmiechem i łapę Emilie za łokieć. Ciągnę ją na chodnik, a potem puszczam i wypytuję o najbliższą cukiernie. Ona mówi, że przy niedalekim przystanku jest jedna fajna cukiernia więc właśnie tam się kierujemy. Nie wiem czemu, Emi jest taka nieśmiała. Dla mnie nigdy nie było problemem takie wyjście czy w ogóle kontakty z ludźmi ale może po prostu niektórzy tak mają.
- To... skąd jesteś? - pyta Emilie. - Słyszę akcent więc...
- Indie.
- Indie? No, nieźle.
- Taaaaa, powiedzmy. Strasznie tam mają... hm, delikatnie ujmując, staroświeckie zwyczaje.
- Uch, rozumiem, że nie bardzo ci one odpowiadają?
- No... mało powiedziane.
- Huh, aż tak?
- Eh, nie pytaj, nie pytaj. - śmieję się i w tym samym momencie wchodzimy do cukierni.
Cóż. Cukiernia jak cukiernia. Całkiem okey. Brązowo - beżowe ściany, barek po lewej, krzesła i stoliki na całej sali. Kilka kanap dla większych grup. My z Emilie siadamy przy jednym ze stolików koło okna. Przez chwilę opowiadamy sobie jak było w szkole i jakich nudów musiałyśmy wysłuchiwać. Potem podchodzi do nas kelnerka.
- Dla mnie duża gorąca czekolada i ciastko nr 10, to z czekoladą i chrupkami. - mówię uśmiechnięta. Taaaaaaaaaaaaaaaaaaak, czekolada. Mogłabym ją pochłaniać w kilogramach.
- Ja poproszę cappuccino i ciastko z masą kawową. - prosi Emi i kelnerka odchodzi. - Ty to masz chyba osobny żołądek na czekoladę co? - śmieje się.
- Wiesz, badania wykazały, że... - zaczynam ze śmiechem
- Dobra, dobra. Nie widzi mi się słuchać o twoich wnętrznościach. - stopuje Emilie.
- Ale to jest fascynująca historia! - udaję oburzenie.
- Tak tak. Wiem. A tak na marginesie... Spójrz, miłość jest tuż, tuż. - ostrzega Emilie i wskazuję ręką za moją głowę. Jestem przekonana, że chodzi jej o czekoladę i już się odwracam kiedy zamiast upragnionego zamówienia, widzę za szybą cukierni jakiś kolesi. Jeden z nich ma czarną bluzę z wielkim rysunkiem ognia.
- Ty...mówiłaś o tym? - pytam koleżanki i wskazuję głową na chłopców. Ona tylko się uśmiecha i kiwa głową. W tym samym momencie podchodzi do nas kelnerka i stawia zamówienia. Łapię czekoladę w ręce i przechylam do ust. Nagle Emilie odsuwa się od szyby i trochę zdziwiona patrzy na zewnątrz. Podążam za nią wzrokiem. Otóż, ci sami goście sterczą za szybą i gapią się na nas, uśmiechają głupi i coś tam krzyczą oraz gestykulują. Zlewam ich totalnie, ukazując tylko grzecznie środkowy palec, oczywiście nie przerywając picia wspaniałego napoju.

Emilie? Jestem bardzo ułożona :3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz