środa, 4 lutego 2015

Od Richarda ( CD. Faust 'a ) :

W głowie kręciło mi się niemiłosiernie, a świat wokół mnie odstawiał przeróżne ewolucje i to lotnicze. A mimo to moje myśli zaprzątało coś zupełnie innego. Coś, co zagłuszało nawet szum w uszach. Tym czymś było nagie, mokre i przyjemnie prężące się ciało Fausta, którego przyciskałem do siebie mimo jego niezdarnego oporu. Pomyśleć, że zajrzałem tu chcąc ochlapać jedynie twarz chłodną wodą…. Teraz miałem gdzieś, że ściekają po nie strugi ciepłej wody, która wsiąkała w moje ubrania. Równie nieistotne były opatrunki, czy gips, który irytował, krępując ramię, choć to od dawna nie było już w temblaku i jako tako posłużyło mi do przytrzymania chłopaka przy sobie.
- Rich… Co ty wyrabiasz? – usłyszałem nieco spanikowany głos chłopaka, gdy oderwałem się na chwilę od jego ust.
- You’re so cute… - wymruczałem mu do ucha, skubiąc je lekko.
- R-Rich… - znów protest, tym razem słabszy, gdy moja zdrowa dłoń zaczęła błądzić po jego nagim pośladku.
- You’ll be my birthday gift… I want you… - stwierdziłem I znów wpiłem się w jego usta, podczas gdy moja dłoń wjechała między jego pośladki, a palce odnalazły wejście do jego wnętrza.
Pieściłem go tak chwilę, wciąż nie przestają całować, a on drżał w moich objęciach, początkowo nieporadnie próbując mnie odepchnąć. Nie pozwoliłem mu na to, byłem silniejszy… znacznie silniejszy.
Faust chyba chciał coś powiedzieć, może po raz kolejny zaprotestować, gdy rozpiąłem sobie spodnie i szybko obróciłem chłopaka tyłem do siebie, zmuszając, żeby oparł się drżącymi dłońmi o ścianę kabiny. Przytrzymałem go i wszedłem w niego szybko i dość brutalnie, choć jego spięte mięśnie stawiały mi opór. Z ust Faust wydobył się przeciągły, pełen bólu krzyk, który zdusiłem, zakrywając mu usta.
- Szszszzza… - wymruczałem mu do ucha, dalej zakrywając mu usta i wbijając się w niego głębiej.
Faust był taki rozkosznie ciasny, tak słodko wił się i pojękiwał, choć skutecznie tłumiłem jego krzyki. Brałem go szybko i mocno, ogłupiony przez pożądanie i alkohol. Sam nie wiem co w tamtej chwili myślałem… Czy w ogóle widziałem cokolwiek oprócz rządzy. Wiem tylko, że gdy wreszcie sięgnąłem spełnienia niemal pociemniało mi przed oczami z rozkoszy.
Gdy puściłem chłopaka ten zachwiał się i upadł z głuchym jękiem, a ja zobaczyłem krew… To mnie otrzeźwiło. Nie całkowicie, ale na tyle, żebym pojął co takiego narobiłem.
- Fuck… I’m… I should leave… - wydyszałem migiem zapinając spodnie i wychodząc z łazienki.
Zwyczajnie uciekłem. W przemoczonych ciuchach, jeszcze na klatce schodowej zakładając buty. Jakoś udało mi się dowlec do postoju taksówek i dojechać do domu. Ciotka czekała oczywiście z niezłą wiązanką na ustach… Tylko, że tym razem chyba za mało mi się oberwało… póki co.
Ściągnąłem ciuchy, które zdążyły już na nie przeschnąć, gdy spojrzałem na plamę krwi… nie swojej, zrobiło mi się niedobrze… Umyłem się szybko i wlazłem do łóżka. Długo nie mogłem zasnąć, a gdy wreszcie mi się udało roiły mi się jakieś koszmary…

                                              Fauściu? Plasiam? T^T

2 komentarze:

  1. Wow 0-0 No całkiem niezłą masz reakcję na alkohol.
    ~Emilie

    OdpowiedzUsuń
  2. No wiem... ^.^
    ~Richard, lub jak woli Fauścio - Rychu xD

    OdpowiedzUsuń