Stałam na szkolnym korytarzu opierając się plecami o ścianę.Nie musiałam długo czekać na dzwonek.Chwilę później rozbrzmiał on donośnym dźwiękiem wwiercając się w uszy.Uczniowe po kolei wchodzili do swoich klas.Wyprostowałam się ,westchnęłam i weszłam do sali jako jedna z ostatnich.Rozejrzałam się w poszukiwaniu wolnego miejsca.Wszystkie ławki były już chyba zajęte...ewentualnie mogłam usiąść obok ,którejść z samotnie siedzących osób.Nagle mój wzrok padł na pustą ławkę stojącą w rzędzie przy ścianie.Skierowałam się w jej stronę i usiadłam.Lekcja rozpoczęła się.
- A ,więc widzicie.Oblicza się to...-spojrzałam na zegarek odrywając wzrok od nauczycielki.Minęło pół lekcji ,a mój zeszyt miał już zapisane pięć stron wymiaru A4.Jak tak dalej pójdzie to będę musiała ,chyba kupić sobie gruby brulion A3.
Moje przemyślenia rozwiał dźwięk otwieranych drzwi.Do sali wpadła jakaś rudowłosa dziewczyna.
- Dzień dobry ,przepraszam za spóźnienie...
- Siadaj -powiedziała nauczycielka ,niezadowolona ,iż przerwano jej wykład.
Dziewczyna przytaknęła i ku mojemu zdziwieniu usiadła obok mnie.Spojrzałam na ,,rudą '' taksując ją wzrokiem.Była dziwnie ubrana ,tak...trochę wiejsko.I podczas ,gdy ja codziennie rano ,,psikałam '' się wodą toaletową z owoców leśnych ,czuć od niej było siano.
Nim się obejrzałam minęła matematyka ,a tuż po niej i chemia.Wyszłam przed budynek zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Hej -powiedziałam podchodząc w stronę ,,rudej ''.
Dziewczyna podniosła wzrok znad książki.
- Cześć -odparła.
- Jestem Nelly...,Nelly Lorentz.A ty ?
Dziewczyna zawahała się lekko ,jednak odpowiedziała :
- Emilie Morozow,
Hmmm....skąd ja znam to nazwisko ?
- Masz może w szkole jakieś rodzeństwo ? -spytałam.
- Nie.Jestem jedynaczką.Coś się stało ? -spytała ,jednakże możliwie iź domyśliła się celu moich dociekań.
- Nie ,wszystko w porządku.Po prostu wydaje mi się ,że już gdzieś słyszałam twoje...
- Hi guys.What 's up ! -nagle koło nas pojawiła się dziewczyna o wściekle czerwonych włosach.
- Cześć. Jesteś nietutejsza ? -zapytała Emilie.
- Tak ,sorry ,jestem z Los Angeles i mam niemałe...Yyy...Problems ?
- Problemy ,jestem Emilie ,ta to Nelly ,a ty ? -zaskoczyło mnie jak szybko poznana przeze mnie dziewczyna potrafi nawiązać znajomość ,jednakże czułam w jej głosie nutę niepewności.
- Jade -przedstawiła się -Nice to meet you.Oj sorry ,miło was poznać ,ah...
- Wiesz...na polskim to sobie poprawisz -doradziła Emilie - ja na przykład jestem z Moskwy.
- Aha ,a gdzie jest sala historyczna ?
- Wiesz ,zaprowadzę cię tam -powiedziałam z uśmiechem - A ty Emilie ? Idziesz z nami ?
Dziewczyna pokręciła przecząco głową tłumacząc ,iż musi załatwić jeszcze parę spraw.Razem z Jade udałyśmy się w stronę sali historycznej.Kiedy tam dotarłyśmy ,uwagę mojej nowej koleżanki przykuł jakiś chłopak.Jade zaczerwieniła się.
- Tamten facet to Andrew ,jest w trzeciej klasie liceum -wyjaśniłam.
- Nelly ,da się przenieść trochę wyżej o klasę ? -zapytała dziewczyna z nadzieją w głosie.
- Nie ,niestety nie...
- Oh...-usłyszałam ciche westchnięcie.
Nastepną lekcją była historia.Omawialiśmy wybuch pierwszej wojny światowej.Słuchałam uważnie każdego słowa nauczycielki ,jednakże była ona bezradna wobec rozkojarzonej i krzyczącej klasy ,toteż trudno było usłyszeć jakiekolwiek zdanie.
Reszta dnia minęła w spokojniejszej atmosferze.Kiedy wybiła godzina 14.30 większość uczniów skończyła już lekcje ,włącznie z moją klasą.Pożegnałam się z Emilie i Jade ,po czym udałam się w stronę przystanka autobusowego.
Niosąc w dłoniach dużą ,czarną teczkę ,wypchanął różnymi rysunkami i dźwigając mały ,również czarny ,plecak z każdym krokiem zbliżałam się do mojego celu ,wmiędzyczasie wypatrując nadjeżdzającego autobusu.W pewnym momencie obok mnie przebiegły dwie osoby.Po zderzeniu z nim straciłam równowagę i upadłam na chodnik.Ku mojemu zdziwieniu owe osoby wpadły z impetem,do małego sklepiku kilka metrów dalej ,chowając się za półkami z makaronem.Jeden z nich był wysokim chłopakiem z ręką w gipsie ,a druga osoba była drobnej budowy ,przypominając dziewczynę.
Wstałam i otrzepałam spodnie podnosząc z ziemi teczkę.Większość jej zawartości wysypała się na chodnik.Kucnęłam próbując pozbierać rysunki spod nóg przechodniów.Nagle obok mnie pojawiło sie dwóch zdyszanych policjantów.
- Nie widziałaś może panienko dwóch łobuzów ?Powinni przebiegać tędy przed chwilą. -mężczyźni opisali wygląd poszukiwanych przed nich osób.Opisy zgadzały się do chłopaków chowających się kilka metrów dalej.
Obejrzałam się na sklep ,lecz po chwili ponownie spojrzałam na policjantów.
Co mam im powiedzieć ? To chyba oni ,ale...
Ku mojemu zdziwieniu policjanci minęli mnie zrezygnowani i pobiegli dalej.Spojrzałam w stronę otwierających się dzrzwi sklepu.Wyszło stamtąd dwóch chłopaków.
Faust ? Richard ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz