- Miałem dzisiaj pisać sprawdzian z historii i powiem ci, że nawet się nauczyłem. Ale jak na złość Kogut się rozkraczył – westchnął Ryan.
- Przypadek? – zapytał Mike, zabawnie podnosząc brwi – Nie sądzę.
To miało zabrzmieć sarkastycznie. Ryan tak często powtarzał: „Nie wierzę w przypadki”, że teraz nie musiał już tego robić.
Ryan oparł się o lśniącą w słońcu maskę camaro.
- Hej, czy to nie Walker? – zapytał Mike.
Jakiś samochód wyraźnie zwolnił, dzięki czemu mogli dojrzeć jego wścibskiego kierowcę. Mężczyzna za kierownicą niewątpliwie przypominał ich nadętego nauczyciela łaciny, wychowanka Wilczej Góry o znienawidzonym przez wszystkich imieniu: Chris Walker. Na Ryanie, niewiele mogło zrobić wrażenie ale pojawienie się nauczyciela o tej porze i w tym miejscu było dość zaskakujące. Mężczyzna w aucie wychylił rękę przez otwartą szybę i wyrzucił coś przez okno.
Mina Mike była bezcenna, kiedy jego usta ułożyły się w kształcie litery „o”, poczym zaklną i schował się za autem.
Jednak Walker nie zamierzał zatrzymywać się na dłużej, nawet na nich nie zerknął. Zasunął szybę i ruszył z warkotem dalej.
- Pojechał sobie? – pisnął Mike, wychylając się znad camaro.
- Ta… - odparł Ryan nadal patrząc w kierunku odjeżdżającego nauczyciela.
Mike westchnął i wrócił do pozycji sprzed minuty.
- Coś mu zrobiłeś, że teraz tak się go boisz? – spytał po chwili Ryan.
- Daj spokój, przecież miałem z nim pierwszą lekcję. Jakby mnie teraz tu zobaczył z pewnością zakablowałby do dyrektora i dostałbym kolejną naganę… Chyba tym razem by mnie już wyrzucili.
Wtedy coś zabrzęczało w kieszeni Mike’a, a on z niechęcią na twarzy wyjął komórkę sprawdzając wiadomość.
- Zaczynam się obawiać o ludzkość – westchnął z poirytowaniem – Matt coraz bardziej przypomina mi ciebie.
Ryan popatrzył na niego znacząco.
- Przyjedzie o piątej ze swoją dziewczyną do naszego mieszkania – warknął.
Ryan także nie wydawał się być jakoś szczególnie zadowolony.
- Mówiłeś, że zaprasza nas na miasto…
- Napisał mi, że zmienił zdanie – szybko dodał Mike.
Po chwili chłopak ruszył w stronę swojego bmw i wyjął z niego papierową torbę z fast foodu.
- Znaj moją litość – powiedział i wręczył ja Ryanowi.
Ryan spojrzał na Mike’a, który stał oparty o camaro i z nieobecnym wzrokiem żuł jeden z rzemyków na nadgarstku.
- Mam nadzieję, że w tym hamburgerze nie ma sosu – powiedział Ryan.
- Wyluzuj – parsknął drwiąco Mike, wypuszczając rzemyk z zębów – Korniszonów też nie ma.
Przywiózł ze sobą dwa różne dodatki do paliwa, a także szmatę do ochrony spodni przed skutkami spotkania z kanistrem. W jego wykonaniu uruchomienie samochodu wydawało się banalne.
- Szybki quiz, panie Bailey. Trzy rzeczy, które znajdują się przy drodze?
- Samochody – odparł Mike z pobłażaniem w głosie – Chevrolety camaro.
- I zapalniczka – doszedł do sedna Ryan, podnosząc z trawy przedmiot, który wyrzucił ich nauczyciel.
- Nie wiedziałem, że Walker pali – Mike uśmiechnął się, jakby właśnie znalazł jakąś kolejną ciekawostkę, którą mógłby wykorzystać przeciwko nauczycielowi – W końcu nic szczególnego. Każdy może palić. Nawet ten gbur od siedmiu boleści, który uważa, że czekolada psuje mózgi.
Ryan kiwnął głową i w ciszy przyglądał się zużytej zapalniczce w kolorze ciemnej zieleni. Z niewiadomych powodów schował ją do kieszeni od spodni i wrócił do towarzysza.
Obydwoje stali w słońcu późnego poranka. Mike zakręcał korek barku. Słońce zaróżowiło mu policzki.
To był dzień podobny do wielu innych w ciągu minionych osiemnastu miesięcy. Zwykle przed nastaniem wieczoru Mike i Ryan zdążyli się już wielokrotnie pokłócić, nauczyciele wybaczali nieobecność chłopców, a potem Ryan, Mike i największy szkolny kujon szli na pizzę, aby we troje stawić czoła Mattowi.
- Spróbuj zapalić, Ryan – powiedział Mike.
Ryan usiadł za kierownicą, ale nie zamknął drzwi.
- No dalej, Kogucie! – warknął.
Ryan przekręcił kluczyk. Silnik zawył, na chwilę ucichł, a potem z ogłuszającym rykiem powrócił do życia. Camaro był gotów zmierzyć się z nadchodzącym dniem. Nawet radio działało, leciała piosenka Caroline Martin, która dla Ryana zawsze brzmiała jak historia o gołębiu z jednym skrzydłem. Zjadł zimną frytkę z przywiezionego przez chłopaka zestawu.
Mike zajrzał do samochodu.
- Pojadę za tobą. Do szkoły powinieneś jakoś dojechać, ale to na pewno nie koniec – powiedział – Coś tu jest nie tak.
- Świetnie – odparł Ryan, przekrzykując silnik.
Mike pognał do swojego auta i już po chwili bmw pulsowało z tyłu stłumioną, ledwo słyszalną linią basów.
Camaro z trudem wjechało na asfaltową drogę.
Ryan zastanawiał się czy Chris Walker ich zauważył. Bo jeśli tak, lepiej byłoby dla nich nie przychodzić dzisiaj do szkoły. Wszyscy jego uczniowie wiedzą, że jak ich nauczyciel się już czegoś uczepi będzie walczył do ostatniej kropli potu. Ryan miał już multum kłopotów, z którymi musi stawić czoła, więc ten wydawał się dla niego zbyteczny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz