Chłopak był…. Interesujący. Z jednaj strony był gotowy kopnąć mnie i zwiać, a z drugiej przepraszał i to najwyraźniej szczerze. Sporo mnie w nim zastanawiało. Choćby to dlaczego się tak rumienił.
Szczerze mówiąc od zawsze lubiłem badać reakcję ludzi. To tak, jakbym chciał każdego prześwietlić, a najlepiej zrobić to właśnie przekraczając granice, przypierając ich do muru, zmusić do skrajnych emocji. Chyba właśnie dlatego lubiłem i kobiety i mężczyzn. Chodziło mi o ludzi, to jacy byli, a nie płeć czy inne bzdety.
Kiedy chłopak pociągnął mnie za rękę i po moim pytaniu wyjaśniła dokąd idziemy stanąłem jak wryty, na co i on mimowolnie się zatrzymał.
- Wait! He’s a cop? Ja nie lubię policji, ok? – burknąłem. – And… I oni nie lubią mnie.
- Tak… To by tłumaczyło to jaki jesteś poobijany. Ale spokojnie. Mój ojciec nie będzie ci robił problemów. No chodź!
- As you wish… Ale jak coś to się – znów ułamek sekundy zajęło mi przypomnienie sobie odpowiedniego określenia – zmywam.
- Dobra, dobra, a teraz chodź już! – znów złapał mnie za zdrową rękę i pociągną za sobą.
Brawo jestem ciągany przez jakieś chuchro. Ale o dziwo nie przeszkadzało mi to za bardzo.
Wsiedliśmy razem do autobusu. Jak zwykle kiedy pasażerowie mnie zobaczyli, z kierowcą włącznie, oczywiście, od razu rozległy się szepty, a każdy zaczął mocniej ściskać swoją torebkę, plecak, czy co tam kto cennego miał przy sobie.
- As always… - burknąłem i rozsiadłem się na tylnych siedzeniach, tuż po tym jak grupka szczeniaków prysnęła do przodu.
- Zawsze tak działasz na ludzi? – spytał Faust, siadając obok mnie.
- Yes… Przywykłem jakoś… - rzuciłem.
- Do zbyt towarzyskich to ty nie należysz... co? – spytał, na co się zaśmiałem.
- Is that what you think? – spytałem, wpatrując się w niego intensywnie. – You’re wrong, actually. Jestem bardzo towarzyski, ale niewielu jakoś lubi moje towarzystwo. People here are… ludzie tutaj… w tym kraju… są uprzedzeni i ciemni. Tak wy to mówicie, tak?
- To znaczy? Co dokładnie masz na myśli? – dopytywał.
- Może innym razem… powiem ci więcej – burknąłem. – Daleko jeszcze do tego twojego domciu?
Faust?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz