niedziela, 25 stycznia 2015

Od Faust 'a ( CD. Richarda i Nelly )

Puściłem jego pytanie mimo uszu i odłożyłem pistolet na miejsce ze zrezygnowaniem. Patrzyłem na niego, on na mnie, rzeczy oczywista. A cała ta sytuacja nie miała póki co przyszłość, no może prócz tego że zaraz przebiegnie tu jakieś dziecko.
- A ty ? Coś taki poobijany? - Odpowiedziałam pytanie na pytanie, na co zmarszczył lekko nos.
- Nie interesuj się. - Odparł krótko na co ja się uśmiechnąłem posyłając mu całuska.
- Wzajemnie. - Miałem zamiar go teraz po prostu wyminąć zostawić ten rozdział w historii za sobą i tak też postąpiłem. Przeszedłem zgrabnym kroczkiem koło niego muskając mu dłonią podbródek, lecz ten chwycił mnie w nadgarstku i nici z planu postawienia kolejnego kroku. Westchnąłem przygryzając ze zniecierpliwieniem dolną wargę.
- Puszczaj Rychu z łaski swojej. - Próbowałem uwolnić się z jego uścisku drugą ręką, ale to cholerstwo było jak kajdanki którymi miał mnie w zwyczaju przykuwać ojciec do stołu każąc się uczyć. Każdy rodzic przecież ma inne metody wychowawcze… Skuteczne lub mniej. Choć ten ruch zawsze mnie uziemiał.
- I’m Richard, Rich or Rick … To pierwsza rzecz, a po drugie niegrzecznie tak zbywać ludzi. - Uśmiechał się, ale nie lubiłem już tego uśmiechu na start. Kpił sobie ze mnie i dobrze wiedział ze nie mam co z tym zrobić.
Mogłem tylko stać i gromić go wzrokiem, a on i tak niebezpiecznie się zbliżał z tą swoją Rychowatą satysfakcją na mordzie. Nagle jednak ten teatrzyk przerwała najmniej chyba oczekiwana osoba jaka mogła bycz w tym miejscu.. A dokładniej małe dziecko… Nigdy więcej sklepów z zabawkami, choć fascynującym było iż była to dziewczynka, wchodząca w regał z zabawkami jak by nie patrzeć, przeznaczonymi dla chłopców.
- Mamusiu bo ta pani i pan się gwałcą. - Wrzasnęła z uciechą na mordzie. Doprawdy… na oko sześcio letnie dziecko wie jak dobierać słowo i oceniać sytuacje doprawdy fachowo.
Spojrzałem na Rich’a mrużąc oczy, po czym szturchnąłem do biodrem.
- Dziewucha ma racje panie gwałcicielu, jesteś trochę za blisko. - Sapnąłem, czując jego oddech na mordzie bo właśnie się pochylał w moją stronę.
- Nic nie szkodzi, mnie to pasuje. - Przestań się tak uśmiechać ! Nie zważając na stopień okrucieństwa i agresji w moim czynie, ani co więcej.. To, że było przy nas dziecko, a zaraz i sam rodzic, kopnąłem z całej siły z kolanka prosto w jego krocze. 
- Za blisko powiedziałem! - Zaśmiałem się natychmiast zwiewając w stronę wyjścia, choć zdążyłem jeszcze usłyszeć krzyki o zwołanie policji i głośny jęk mojej zdaje się ofiary na dziś dzień.
Przelotem wycelowałem przemokłym już rożkiem z niedokończoną porcją lodów do kosza, o dziwo żaden z przebiegających koło mnie policjantów nic nie podejrzewał… Przynajmniej przez chwile.
- Hey you! - Przez chwile miałem wątpliwość czy nie przystanąć by zatrzeć choć trochę podejrzenia i wyjechać z gadką o pośpiechu na autobus, ale gdy się postanowiłem odwrócić zobaczyłem pędzącego w moją stronę Richard’a i jego dość przekonywującą mnie do tego bym przyspieszył.
- No! - Wrzasnąłem wpadając na jakaś mało istotną dziewczynkę na mojej drodze, której zresztą nie powinno tam być. No mniejsza, zawsze coś musi mi przeszkodzić. Wpadłem jak najszybciej do jakiegoś spożywczego, a mój prześladowca ślad za mną bo jak by inaczej. W końcu mnie złapał przypierając do jednej ze ścian i warknął groźnie na co ja uniosłem łapki do góry i przymknąłem oczy szykując się na cios.
- Możesz mi powiedzieć… Why you hit my ? - Zelżył uścisk, ale po dłuższej chwili po tamtym niezbyt miłym doświadczeniu postanowił mnie skrępować będąc teraz zdecydowanie za blisko. Speszyłem się i chciałem odwrócić wzrok.
- Look at me! - Warknął lekko mną potrząsając.
- Mógłbyś przestać mnie tak trzymać ? Proszę? - Szepnąłem ledwie słyszalnie, zwieszając czerwony na twarzy, głowę. Nie chciałem że by to zobaczy, a przy okazji wykorzystał. 
Czułem się po prostu nie komfortowo w takiej sytuacji. Proszę sobie nie wyobrażać, to nic szczególnego… Naprawdę. Usiłowałem sobie wmówić klepiąc się lekko po pliczku.
- Ja… Ja przepraszam. - Spoglądając na niego nieśmiało z pod opadającym mi w nieładzie na twarz włosów.
- No i to rozumiem. - Uśmiechnął się jakoś tak blado, wyglądał teraz jakby nic nigdy się nie wydarzyło i rozczochrał mi tylko włosy jeszcze bardziej.
- Ej! - Rzuciłem z wyrzutem, ale teraz ciążyła na mnie pewna blokada. Blondyn mnie onieśmielił, w pewnym stopniu się go bałem, ale też teraz nie chciałem popełnić błędu. Było mi głupio.
- Naprawdę przepraszam. - Jęknąłem poprawiając mu pasek na którym trzymała się ta jego dłoń w gipsie, którą dopiero teraz zauważyłem. Emanował on taką siłą, że trudno było w nim zauważyć takie błahostki jak ludzkie słabość.
- Przecież już to powiedziałeś. - Zaśmiał się szturchając mnie lekko w ramie. Zacząłem masować to miejsce odruchowo, ale tak naprawdę musiałem gdzieś koniecznie podziać ręce.
- Ale mówię to raz jeszcze! Coś nie pasuje? ! - Warknąłem, choć w cale na celu nie miałem jego ponownej obrazy.
Spojrzałem przez szybę sklepowej wystawy i przeszedł mnie dreszcz bowiem dziewczynę którą przez przypadek prychnąłem na ziemie w biegu bez zawracania sobie głowy przeprosinami właśnie przesłuchiwali policjanci.
Jasnym było, że nas wyda, przecież mnie nie znała i co więcej wylądowała przeze mnie na podłodze. 
Spojrzała w te stronę, a ja poczułem jak żołądek podchodzi mi do gardła. Zakaszlałem lekko, ale przełknąłem to co próbowało się przedostać na zewnątrz chwytając się za brzuch.
Natomiast ona nie poruszyła ku mojemu zdziwieniu nawet ustami. Policja pobiegła dalej mijając sklep, a ja odetchnąłem z ulgą… W pewnym stopniu.
- Are you fine? - Richard stał przy mnie gotowy by mnie podeprzeć. Czemu niby nie miał by se od tak pójść tylko sterczał tu przy mnie. A czemu ja czułam się przy nim tak dziwnie? Nie miałem pojęcia, ale oboje mieliśmy wspólny problem… Policje. 
- Nie, nie, jest okey. - Rzuciłem wychodząc ze sklepu i idąc w stronę dziewczyny. Zapewne byłem blady, próbowałem powstrzymać drżenie ciała i chwiejny krok wywołany nagłym stresem. 
Tak nigdy nie byłem dobry w szkolnych teatrzykach, ani nie zachowywałem spokoju gdy pobierano mi krew. Zwykle albo mdlałem, albo puszczałem pawia.
- No ten… Dzięki, ale też sorry. - Wybełkotałem stając przy niej i wyciągając do niej dłoń w geście ugody. Miałem przynajmniej na to nadzieje. Rich zaś stanął przy mnie posyłając mi pytające spojrzenie.
- No co ? Staram się być miły! - Jęknąłem, na co dziewczyna niepewnie się uśmiechnęła.
- Nawet nieźle ci idzie i nie ma sprawy. Choć lepiej byście już poszli. - W sumie, nie powiem, ze nie zrobiła na mnie wrażenia. Podchodzi do niej dwójka podejrzanych typów, a jeden to już w szczególność, a tu taki spokój.
Poczułem nagle ucisk na pośladku. Odwróciłem się natychmiastowo wyłapując dwie szczególne rzeczy.
Pierwsza. Była to ewidentnie dłoń Richard’a, a druga to fakt, że go to śmieszyło. A będąc dokładniejszym, czerwień na mojej twarzy wzbudziła jego zainteresowanie.
- Co ty wyprawiasz!? - Warknąłem natychmiast przywracając się jakoś do porządku i odpychając jego dłoń z pobliża mojego ciała.
- Ja bardzo przepraszam za tego kretyna… Idziemy! - Pociągnąłem go za sobą w stronę wyjścia z centrum.
- Where are we going now? 
- Do mojego domu, musimy wyjaśnić dzisiejszy incydent z moim ojcem. Jest gliną, a ty przestań gapić się na mój tyłek! 

Richard? Nelly? (sorry za cyrk )

3 komentarze:

  1. ,,- A ty ? Coś taki poobijany? - Odpowiedziałam pytanie na pytanie, na co zmarszczył lekko nos." - ODPOWIEDZIAŁAM? ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz w realu jestem po prostu dziewczyną... przykre nie ? Też tak sądzę DDDD: ~Faust

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń